Od Połtawy do Lipska. Poniatowscy - itinerarium świetności

Dzieło Opatrzności

W końcu XVII wieku Poniatowscy herbu Ciołek byli niemajętną i nikomu nieznaną rodziną szlachecką. Choć brakowało im wysokich tytułów i godności, posiadali skromną, lecz dającą się udokumentować genealogię, sięgającą XV wieku. Ich gniazdem była wieś (dziś miasto) Poniatowa w województwie lubelskim. Kiedy jednak ojciec przyszłego króla, Stanisław, osiągnął najwyższe zaszczyty w państwie, rozpoczął proceder „poprawiania” genealogii, rozbudzając wątpliwości co do swojego pochodzenia. Rozpowszechnił on legendę, jakoby w 1629 roku Poniatowscy zostali skoligaceni z włoskim rodem hrabiów Salinguerra, posiadającym w herbie Ciołka. Rzeczywistość była bardziej prozaiczna.

Dziad Stanisława Augusta, Franciszek, służył po pańskich dworach. Był rządcą dóbr Lubomirskich w Rzeszowie, a od 1672 roku dzierżawił cztery wsie koło Bochni należące do jego przyszłego teścia, Baltazara Niewiarowskiego. W 1673 roku ożenił się z Heleną z Niewiarowskich herbu Półkozic i dzięki temu małżeństwu wszedł do średniej szlachty małopolskiej. Brał udział w elekcji króla Jana III z województwa krakowskiego. W ciągu następnych kilkunastu lat nabył kilka wsi w powiecie sądeckim. Miejscem jego zamieszkania była Dąbrowa, położona dziś na krańcach Jeziora Rożnowskiego. Tu urodzili się jego synowie Józef i Stanisław i tu żyli do 13. roku życia, zanim wyruszyli po naukę, najpierw do Szkół Nowodworskich w Krakowie, a następnie do Wiednia. A potem Opatrzność rozpoczęła swoje dzieło, z którego później szydzić będą przeciwnicy Stanisława Augusta, mówiąc: „Przedziwne to jest dzieło Boskiej Opatrzności: syn królem, ojciec w krześle, a dziad podstarości”. W istocie awans polityczny i społeczny, jaki stał się udziałem tej rodziny w ciągu jednego pokolenia, był tak niezwykły, że można go było przypisywać siłom nadprzyrodzonym. Faktycznie jednak zadecydowała o nim osobowość ojca królewskiego, Stanisława, i jego udział w wydarzeniach, które ukształtowały geopolitykę współczesnej Europy.

 

Czytaj więcejPowoduje pokazanie lub ukrycie reszty tekstu

Koń i jeździec

Zaraz na wstępie stała się rzecz nieprzewidziana: Stanisław bez wiedzy ojca porzucił naukę w Wiedniu i uciekł do Serbii na wojnę z Turkami. Tam poszedł na służbę do wielkiego koniuszego litewskiego Michała Sapiehy. Odbył z nim kampanię i powrócił do kraju jako jego adiutant. Był to jednak niepomyślny czas dla Sapiehów. Na Litwie wybuchła wojna domowa. W bitwie pod Olkienikami Sapiehowie ponieśli klęskę. Wielki koniuszy poległ, a jego wojska zostały rozbite. Sam Poniatowski został wzięty do niewoli, ale zdołał z niej uciec.

Sapiehowie próbowali interweniować u Augusta II, kiedy jednak król odmówił im poparcia, postanowili przejść na stronę króla Szwecji Karola XII. Z poselstwem wyprawili Poniatowskiego. Nadzieje, jakie wiązali z Karolem XII, spełniły się częściowo: król obiecał przywrócić im majątki i dostojeństwa, ale nie przejawiał chęci osadzenia ich na polskim tronie. Dla Stanisława Poniatowskiego był to sygnał, że czas porzucić Sapiehów i przejść na służbę władcy dowodzącego najlepszą armią Europy. Karol XII odkrył w nim z kolei nie tylko żołnierza i dowódcę zdolnego do szybkiej orientacji, ale i człowieka umiejącego zwinnie poruszać się w polskich realiach.

Z ramienia szwedzkiego monarchy Poniatowski tworzył w Polsce jego stronnictwo. Rozpuszczał wieści o tym, że August II proponował Karolowi XII rozbiór Rzeczypospolitej między Saksonię, Szwecję i Moskwę. Przypominał o zamachach Wettyna na ustrój państwa, mówił wreszcie o konieczności obioru nowego króla. Zjazd szlachty w Warszawie w 1704 roku zdetronizował Augusta II. Królem wybrany został Stanisław Leszczyński, którego elekcja odbyła się pod osłoną wojsk szwedzkich. Jednakże zdecydowana większość szlachty zawiązała pod Sandomierzem konfederację w obronie Augusta Mocnego, zawierając traktat z carem Piotrem I.

Tymczasem Karol XII, upojony zwycięstwami, kierował się na południowo-wschodnie krańce Rzeczypospolitej, zmierzając do konfrontacji z carem. Bitwa pod Połtawą, choć dla króla szwedzkiego okazała się klęską, okryła Poniatowskiego sławą. Kiedy ranny w stopę Karol wycofywał się z pola walki, Poniatowski, zebrawszy niedobitki armii szwedzkiej, pomagał przebijać się niesionemu w lektyce królowi przez rosyjskie szeregi. Po tym, jak jedna z kul strzaskała lektykę i powaliła konie, rannego Karola wsadził na konia masztalerza, a kiedy i ten koń padł, posadził władcę na konia brygadiera, zagroził szablą dowódcy szwadronów szwedzkich, które w popłochu uciekały z pola walki, i zmusił je, by osłaniały monarchę. W końcu oddziały rosyjskie zaniechały pogoni za Karolem, który dotarł do swojego obozu. Poniatowskiemu sprzyjało niewiarygodne szczęście: nie odniósł ani jednej rany, chociaż na jego kaftanie znaleziono ślady 17 kul. Tego samego dnia został mianowany generałem, a jego osobą zaczęły interesować się europejskie dwory.

W czasie morderczego przemarszu resztek armii szwedzkiej przez Dzikie Pola Poniatowski zdołał uciszyć bunt kozacki i pozwolił Karolowi uniknąć rosyjskiej pogoni. Po przeprawie pod Oczakowem przedostał się do Stambułu, gdzie rozwinął akcję dyplomatyczną w celu wciągnięcia Turcji do wojny z Rosją. Uwikłanie cara w nowy konflikt było szansą dla Karola XII. W Stambule Poniatowski dokonał przewrotu politycznego, obalając wezyrów stojących po stronie moskiewskiej, i przeciwdziałał intrygom ambasadora Tołstoja, który robił wszystko, aby ukrócić zabiegi Polaka o wzniecenie wojny. Ambasador próbował nawet otruć Poniatowskiego. W 1710 roku padyszach ogłosił wojnę, zażądał zwrotu portu w Azowie, zrzeczenia się przez cara szwedzkich twierdz nadbałtyckich i wycofania wojsk rosyjskich z Polski. Turcy wojnę wygrali, ale car Piotr nie wycofał swoich oddziałów z Rzeczypospolitej.

W 1715 roku Poniatowski raz jeszcze ocalił Karolowi życie, zasłaniając go własnym ciałem przed kulami w bitwie na wyspie Rugia. W sierpniu 1718 roku król szwedzki uczynił Polaka gubernatorem Księstwa Dwóch Mostów. Tam Poniatowski, którego zadaniem było strzec Stanisława Leszczyńskiego przed zamachowcami Augusta II, bliżej poznał plany reformy Rzeczypospolitej snute przez króla-wygnańca. W grudniu dotarła wieść o śmierci Karola XII. Stanisław, który miał wtedy 42 lata, był świadom, że osiągnął sławę żołnierza i świetnego dyplomaty. Wiele lat później mówiono o nim, że „Karol XII niósł go pod górę jak dobry koń; gdy padł, Poniatowski był już wysoko”.

Poniatowski wiedział, że pamięć o jego wyczynach szybko przeminie, jeśli w porę nie zdobędzie liczącego się stanowiska oraz majątku. Postanowił powrócić do Rzeczypospolitej.

Czytaj więcejPowoduje pokazanie lub ukrycie reszty tekstu

Tajemnica kryształowej ampułki

Najpierw jednak pojechał do Saksonii, aby pojednać się z Augustem. W Dreźnie nawiązał relacje z ministrem Jakubem Henrykiem Flemmingiem, zdobył poparcie Sieniawskich, głównie dzięki bliskim stosunkom z hetmanową Elżbietą. Do Czartoryskich zbliżyło go małżeństwo z Konstancją, córką podkanclerzego litewskiego Kazimierza. „Księżniczka była charakteru wyniosłego i romansowych wyobrażeń”, ale Poniatowski, mimo że starszy o 20 lat, wzbudził w niej „najżywszą namiętność”, jak podawał Claude-Carloman de Rulhière, francuski historyk i dyplomata.

Ślub, do którego doszło w 1720 roku, odbył się bez rozgłosu. Za sumy posagowe Poniatowscy nabyli od Flemminga dobra Wołczyn i Radwanicze w powiecie brzesko-litewskim. Pomimo kobiecej uległości, którą Konstancja przejawiała wobec męża, zadziwiła ona Stanisława siłą charakteru. Po ślubie zajęła miejsce w radzie familijnej i udowodniła swoim braciom, Michałowi Fryderykowi i Augustowi Czartoryskim, że jest dla nich liczącą się partnerką.

Głównym zadaniem Poniatowskiego stało się wyniesienie Familii – jak nazywano stronnictwo zgrupowane wokół rodów Czartoryskich i Poniatowskich – na pierwsze miejsce w Rzeczypospolitej. Dzięki jego wpływom partia cieszyła się przychylnością Augusta II, liczącego na poparcie Familii w elekcji swojego syna. Ale po śmierci króla, mimo wcześniejszych zobowiązań, Czartoryscy opowiedzieli się za powrotem na tron Leszczyńskiego. Po upadku Leszczyńskiego, zawiedzeni postawą Francji, dokonali reorientacji swojej polityki na Rosję. Perspektywa współpracy z tworzonym przez Hermanna Carla von Keyserlingka stronnictwem rosyjskim w Rzeczypospolitej zdawała się sprzyjać nie tylko planom reformatorskim, których orędownikiem był Poniatowski, wojewoda mazowiecki od 1731 roku, ale także sojuszowi z dworem w Dreźnie. Ten ostatni był przedmiotem gorliwych zabiegów Poniatowskiego i Czartoryskich w warunkach zaostrzającego się podziału na dwie potężne partie w Rzeczypospolitej: Familię i Potockich. Rywalizacja obu stronnictw zdominowała trzydziestoletnie panowanie Augusta III.

Po 1750 roku Stanisław, wówczas po siedemdziesiątce, zaczął odsuwać się od wielkiej polityki. Nie był już tym człowiekiem, co dawniej: energicznym, zadziwiającym całą Europę siłą i umiejętnością podejmowania decyzji. Jeszcze w 1752 roku otrzymał kasztelanię krakowską, najwyższą godność w Rzeczypospolitej, ale awans ten miał dla niego posmak goryczy, pozbawiał go bowiem widoków na pozyskanie wielkiej buławy, do której jako wojskowy od dawna pretendował.

W 1762 roku doznał niegroźnego, wydawałoby się, upadku. W okolicy lędźwiowej powstała jednak wówczas rana, która mimo wysiłków chirurga nie chciała się goić. Poniatowski podchodził do śmierci z takim samym spokojem jak do wszystkich wydarzeń, którym musiał stawiać czoła w życiu. Wspominał syn Stanisław:

Powtarzał nam wtedy często: nie chcę więcej medyków, oddalam się od życia, którym jestem znużony, tracę pamięć i czuję się bezużyteczny na tym świecie, po czym udzieliwszy nam błogosławieństwa, odprawiał nas, przybierając wyraz ożywienia, który towarzyszył mu zazwyczaj, kiedy wybierał się w każdą podróż. W przeddzień śmierci nastąpiła poprawa, która wydawała się na tyle znacząca, że poczuliśmy się uspokojeni. Wysłał więc mnie i Michała do Puław, pozostał przy nim tylko nasz brat najstarszy. Ojciec pokazał mu wtedy kryształową ampułkę wypełnioną żółtą cieczą, częściowo opróżnioną. Powiedział mu, że kryje ona ważny sekret, że można się do niej uciekać tylko w okolicznościach ekstremalnych, nigdy zaś w nieuzasadnionych. Pokazywał mu ją kilkukrotnie, ale za każdym razem chował do kieszeni; a po jego śmierci nie zdołaliśmy już jej odnaleźć [1].


[1] Stanisław August, Pamiętniki, t. 1, Petersburg 1914.

Czytaj więcejPowoduje pokazanie lub ukrycie reszty tekstu

„Wolałabym cię widzieć trupem”

Tej wielkości, która stała się udziałem Stanisława, nie osiągnęło żadne z jego ośmiorga dzieci. Nic w tym dziwnego: on musiał piąć się na wyżyny władzy, walczyć o swój status społeczny i majątek, im zaś sprzyjało samo urodzenie, ze strony matki cieszyli się bowiem zaszczytnymi koneksjami z książęcym rodem Czartoryskich.

Potomstwo Stanisława Poniatowskiego i Konstancji z Czartoryskich, urodzone między 1721 a 1736 roku, dzieli się na trzy grupy. Do pierwszej należeli trzej najstarsi synowie: Kazimierz (1721–1800), podkomorzy koronny i główny dziedzic rodzinnego majątku, oraz jego zmarli w młodym wieku bracia Franciszek Józef (1723–1749) i Aleksander (1725–1744), pierwszy przeznaczony przez rodziców do stanu duchownego, drugi do służby w wojsku.

Następną grupę tworzyły dziewczęta: Ludwika Maria (1728–1798), która poślubiła później wojewodę podolskiego Jana Jakuba Zamoyskiego, oraz Izabela (1730–1808), wydana za mąż w 1748 roku za hetmana Jana Klemensa Branickiego. Po nich pojawili się trzej najmłodsi synowie: Stanisław Antoni (1732–1798), który przeszedł do historii jako ostatni król Polski Stanisław August, Andrzej (1734–1773) i Michał Jerzy (1736–1794). Przedwczesna śmierć dwóch starszych braci miała zasadniczy wpływ na losy dwóch ostatnich: Andrzej podjął po Aleksandrze karierę wojskową, którą ukończył w randze feldmarszałka armii austriackiej, Michał Jerzy wkroczył na drogę prowadzącą do kapłaństwa, umarł zaś jako arcybiskup gnieźnieński i prymas.

Trzej starsi synowie mieli szczęście znaleźć się w centrum uwagi swojego ojca, który nadzorował ich wychowanie. Aleksander zapowiadał się na zdolnego oficera i gdyby nie to, że zmarł przedwcześnie z ran odniesionych w czasie wojny o sukcesję austriacką, wróżono mu świetną przyszłość. Według jednej z przepowiedni to on, a nie Stanisław, miał zostać królem.

Kazimierz pod wieloma względami przypominał ojca. Jego postawna sylwetka, ujmująca żywość charakteru, zdolność zjednywania sobie ludzi, a przede wszystkim pierwszeństwo urodzenia sprawiły, że był uważany za następcę starego generała. Rozrzutny i impulsywny, interesował się polityką głównie od strony praktycznej, to znaczy zdobywania wpływów i pieniędzy. Pod tym względem jego talenty doskonale przystawały do bezwzględnej walki, jaką prowadziła wówczas Familia z opozycją. Pojedynek stoczony przez Poniatowskiego z Adamem Tarłą pokazuje, że najstarszy syn wojewody mazowieckiego z łatwością odnajdywał się w zawiłej grze rodzinnych interesów.

Spór wybuchł na balu wydanym przez marszałka Franciszka Bielińskiego w rocznicę koronacji Augusta III w styczniu 1743 roku. Młody wojewoda lubelski Adam Tarło uchybił hierarchii, prosząc do tańca zamiast kanclerzyny litewskiej Eleonory Czartoryskiej – Annę Lubomirską, przedślubną, lecz adoptowaną córkę Teodora Lubomirskiego i jego żony Krystyny, krakowskiej mieszczki. Zachowanie Tarły wywołało skandal. Czartoryska, poproszona do tańca po zakończeniu tańca wojewody z Anną, odmówiła. Tarło miał wtedy zawołać: „Tego za niepoczciwego mieć będę, kto z księżną kanclerzyną tańczyć będzie”.

Na rozkaz matki Kazimierz Poniatowski poprosił wujenkę do tańca, a otrzymawszy od Tarły wyzwanie, stanął do pojedynku, który odbył się nazajutrz, lecz zakończył bez rozstrzygnięcia. Kiedy obaj młodzieńcy rozeszli się do domów, Konstancja Poniatowska miała podobno spoliczkować syna i udzieliła mu reprymendy: „Wolałabym cię widzieć trupem z placu przyniesionego niż z taką ohydą powracającego. Nie zów się synem moim, jeżeli tej hańby nie powetujesz”. Kryzys został chwilowo zażegnany dzięki pisemnej interwencji Augusta III. Kolejnej okazji do awantury dostarczył sam Tarło, który publicznie i prowokacyjnie drwił z rzekomego tchórzostwa Poniatowskiego. Ostatnia potyczka, stoczona 14 marca 1744 roku na Marymoncie, zakończyła się śmiercią wojewody. W rzeczywistości w zatargu nie chodziło o zniewagę wujenki, lecz o jurysdykcję Poniatowskiego, starosty lubelskiego od 1741 roku, nad ludnością żydowską w Lublinie. Kwestionowanie owej jurysdykcji przez Tarłę godziło w interesy Familii. 

Czytaj więcejPowoduje pokazanie lub ukrycie reszty tekstu

Świetność

Młodsze rodzeństwo wychowywała matka, szczególnymi względami darząc Stanisława Antoniego (czyżby dlatego, że w niemowlęctwie został porwany przez Józefa Potockiego i przez wiele miesięcy był przetrzymywany w Kamieńcu Podolskim?). Inteligencja i uzdolnienia, jakie ulubiony syn wykazywał od wczesnego dzieciństwa, niewątpliwie sprzyjały traktowaniu go w sposób uprzywilejowany. Konstancja osobiście czuwała nad starannym wykształceniem Stanisława, a jednocześnie utwierdzała go w przekonaniu o wyjątkowej roli, którą odegra kiedyś w Rzeczypospolitej.

Odbudowa państwa stała się największym pragnieniem przyszłego władcy, lecz w sytuacji bezwładu, w jakiej znalazła się Rzeczpospolita, wówczas całkowicie już zależna od Rosji, każdy polityk, który chciał sięgnąć po najwyższe zaszczyty, musiał znaleźć sprzymierzeńca na dworze w Petersburgu. Nie było innego wyboru. Młody Poniatowski, jeśli czuł w sobie powołanie do wielkich dokonań, mógł osiągnąć swój cel tylko przy pomocy Rosji. Poparcia udzieliła mu wielka księżna Katarzyna Aleksiejewna, przyszła władczyni Imperium, z którą w 1755 roku połączył go romans.

Stanisław uwierzył, że w jej osobie znalazł sojusznika w walce o przebudowę państwa. Zawiódł się, ponieważ nie znał jej prawdziwych zamiarów – aneksji znacznych obszarów Rzeczypospolitej i utrzymania słabości polskiego ustroju. Korona, którą posiadł przy jej udziale, okazała się tragiczną pułapką. Król chciał „w jednym dniu zreformować cały kraj, cały naród”, lecz został odrzucony przez znaczną część społeczeństwa łączącego się przeciw niemu w konfederacji barskiej i zdany był na łaskę wschodniego sąsiada. Te dwie siły, z których presją król nieustannie musiał się konfrontować, określały to, co mógł zdziałać dla kraju, a czego nie mógł, niezależnie od swojej mądrości i wytrwałości. Po pierwszym rozbiorze zdecydował się działać na mniej niebezpiecznym polu gospodarki, nauki, edukacji i kultury. Jego wysiłki sprawiły, że Rzeczpospolita na krótko przed ostatecznym upadkiem przeżyła rozkwit porównywalny w jej dziejach tylko z epoką odrodzenia.

Po wstąpieniu na tron młody król, pragnąc zerwać jak najszybciej ze swoim podporządkowaniem przywódcom Familii, Michałowi i Augustowi Czartoryskim, szukał sprzymierzeńców. Z jego inicjatywy trójka pozostałych przy życiu braci uczestniczyła w ministerialnych konferencjach, broniąc autorytetu monarchy. Uprzywilejowaną pozycję Poniatowskich potwierdzał fakt, że sejm koronacyjny z 18 grudnia 1764 roku obdarzył ich dziedziczną godnością książąt polskich. W odpowiedzi na rosnące znaczenie braci królewskich wujowie rozpuszczali pogłoski, że król zbytnio ulega wpływom najbliższych. Ten argument, coraz częściej przez nich stosowany, utrwalił w społeczeństwie przekonanie o negatywnym wpływie rodziny na Stanisława Augusta. Dziś jednak to, co wcześniejszym pokoleniom wydawało się przejawem jego słabości albo przykładem praktyk protekcyjnych, wygląda na przemyślane działanie Stanisława Augusta, którego celem było angażowanie w swoją politykę braci, a w późniejszych latach także bratanków i mężów swoich bratanic. Kazimierz Poniatowski w pierwszej dekadzie rządów Stanisława Augusta zapowiadał się jako ważna postać w „partii” królewskich braci. Kiedy jednak poczuł się pominięty w awansach (sprawa buławy polnej oddanej w 1773 roku przez króla Branickiemu), zrezygnował z podkomorstwa koronnego oraz regimentu gwardii konnej, którym dowodził od 1761 roku, i odsunął się od polityki.

Feldmarszałek armii austriackiej Andrzej Poniatowski, któremu Stanisław ułatwił kiedyś mariaż z dobrze urodzoną, lecz niezbyt majętną hrabianką Teresą Kinsky, córką wielkiego łowczego Korony Czeskiej, zapewniając razem z braćmi sumę 2000 dukatów dochodu rocznie i ofiarowując – jak pisał w Pamiętnikach – „prawie wszystkie diamenty przywiezione z Rosji”, prowadził w Wiedniu sekretne układy zmierzające do zmiany „systemu północnego”. Ich celem było doprowadzenie do aliansu polsko-austriackiego przy jednoczesnym osłabieniu rosyjskiej dominacji w Polsce. Alians ten miał stworzyć monarsze „parasol ochronny” dla przeprowadzenia ambitnych planów reformatorskich w Polsce. Program ten był jednak nie do pogodzenia z przymierzem rosyjsko-pruskim i austriacko-francuskim, dlatego ostatecznie musiał upaść.

Pierwszy rozbiór doprowadził do istotnych zmian na scenie politycznej. Podporządkowany Rosji sejm rozbiorowy w znacznym stopniu ograniczył władzę królewską. Mimo to Stanisław August usilnie starał się wpływać na bieg wydarzeń. Polityczną pustkę, jaka pojawiła się wokół niego wraz ze śmiercią Andrzeja Poniatowskiego w 1773 roku i po wycofaniu się z życia publicznego Kazimierza, zapełnił najmłodszy z królewskich braci, Michał, naówczas biskup płocki. Ten kochający brat i lojalny przyjaciel, który coraz bardziej stał za wszystkimi decyzjami Stanisława Augusta, przejął funkcję szefa stronnictwa królewskiego. Choć z natury leniwy i lubiący bezczynność, był niestrudzony, gdy chodziło o zjednywanie królowi zwolenników, a od czasu, kiedy został prymasem, jego kancelaria stała się drugim po królewskiej kierowniczym ośrodkiem stronnictwa. Wpływy polityczne prymasa koncentrowały się na terenie Mazowsza, Wielkopolski oraz województw krakowskiego i sandomierskiego. W tych zadaniach wspomagali go przedstawiciele młodszego pokolenia rodu. Marszałek wielki koronny Michał Jerzy Mniszech, ożeniony z siostrzenicą królewską Urszulą z Zamoyskich, rozbudowywał królewskie wpływy w województwach wołyńskim, podolskim i lubelskim. Terenem, który przypadł w udziale księciu Stanisławowi Poniatowskiemu, podskarbiemu litewskiemu, jedynemu synowi Kazimierza, było Wielkie Księstwo Litewskie. Niestety, bratanek nie spełnił nadziei pokładanych w nim przez Stanisława Augusta.

Choć początek Sejmu Czteroletniego przyniósł klęskę królowi i jego stronnictwu, wysiłki Stanisława Augusta na rzecz modernizacji państwa, podnoszone od zarania jego rządów, zostały uwieńczone wieloma osiągnięciami. Za najważniejsze uznać należy uchwalenie Ustawy rządowej z 3 maja 1791 roku, powszechnie uważanej za zwycięstwo prowadzonej przez Stanisława Augusta polityki wzmacniania władzy królewskiej w Rzeczypospolitej w granicach określonych przez konstytucję. 

Czytaj więcejPowoduje pokazanie lub ukrycie reszty tekstu

Popioły Scypionów

W Rzeczypospolitej w XVIII wieku było całkiem naturalne, że rodzina panującego dzieliła między siebie nadania w postaci bogatych starostw, królewszczyzn oraz najwyższych urzędów, kontrowersje wywoływało natomiast to, że Stanisław August pragnął stworzyć własną dynastię, tym bardziej, że jego program polityczny – ten jeszcze sprzed elekcji – zakładał wprowadzenie monarchii konstytucyjnej (podobnie jak w Wielkiej Brytanii) oraz tronu dziedzicznego. W każdym razie Stanisław August szybko dostrzegł w młodym bratanku Stanisławie przejawy talentów administracyjnych, koniecznych do rządzenia państwem, którego tron mógłby on objąć, gdyby kiedykolwiek udało się zlikwidować w Polsce zasadę wolnej elekcji.

Książę Stanisław dał się poznać jako entuzjasta filozoficzno-społecznych idei oświecenia oraz zwolennik reform gospodarczych i na tym polu wykazał się w praktyce, likwidując pańszczyznę w swoich ogromnych dobrach na Ukrainie. Jednak jego sposób bycia nie ułatwiał mu kariery: książę Stanisław był zimny, zdystansowany, nie robił na rodakach korzystnego wrażenia. Jednocześnie odznaczał się wyjątkowo trzeźwym rozumieniem polskich realiów politycznych, co sprawiło, że w początkach Sejmu Czteroletniego ściągnął na siebie ostrą krytykę przeciwników. W jej następstwie złożył urząd podskarbiego wielkiego litewskiego, a także inne godności cywilne oraz wojskowe i w 1791 roku udał się, nie po raz pierwszy zresztą, w podróż do Włoch. Tam poszukiwał nowych obszarów dla spożytkowania swojej energii, udzielał się towarzysko i powiększał swoją kolekcję starożytności. Zapewne nieprawdziwa jest historia, zanotowana przez nieżyczliwego pamiętnikarza, mówiąca o tym, jak pewnego razu książę Stanisław miał ofiarować królowi urnę z prochami sławnego wodza starożytności Scypiona Afrykańskiego:

Radość naszego króla z tych świętych dla niego popiołów była wielka, nosił się już z myślą, jaki by tym popiołom wystawić pomnik, gdy jego antykwariusz udowodnił mu, że za czasów Scypiona w tego rodzaju urnach przechowywano prochy składanych na ofiarę cieląt – i że święta dla niego urna zawiera popioły zwykłego cielęcia.

Wbrew anegdocie książę był cenionym kolekcjonerem antyków. O jego „wazach etruskich” pisał Stanisław Kostka Potocki, że „miał ich mało wprawdzie, lecz wybraną liczbę, między innemi waz ogromny rzadkiej piękności, darowany sobie od dworu neapolitańskiego”.

Po upadku państwa, w 1797 roku książę twardo postanowił, że na stałe pozostanie na obczyźnie. Wyprzedał swoje ziemie w Polsce i rozpoczął obrót gruntami w Austrii i we Włoszech. Zamieszkał w Rzymie, w domu przy Via della Croce prowadzonym przez Cassandrę Luci, z którą żył w intymnym związku. To właśnie ona w latach 1806–1816 urodziła mu pięcioro dzieci, legitymizowanych w 1830 roku po ślubie księcia z owdowiałą wówczas towarzyszką. Potomkowie ich młodszego syna Giuseppe są w prostej linii przedstawicielami książęcej rodziny Poniatowskich żyjącej we Francji do dnia dzisiejszego.

Ostatni z „polskich” Poniatowskich, Józef, syn „austriackiego generała” Andrzeja, podobnie jak kuzyn Stanisław wiele zawdzięczał Stanisławowi Augustowi. Król nadzorował jego edukację, dbając o naukę języka polskiego, przyczynił się do znacznej poprawy jego sytuacji materialnej i w końcu nakłonił go do podjęcia służby wojskowej w Polsce. Ćwierć wieku później ulubiony bratanek Stanisława Augusta zginął w bitwie pod Lipskiem 19 października 1813 roku, w momencie, kiedy system Bonapartego był skazany na klęskę, a cztery dni po tym, jak cesarz mianował go marszałkiem Francji. Książę Józef Poniatowski postanowił trwać przy Napoleonie do końca, mimo jego militarnych porażek, bo w ten sposób zapewniał (a w każdym razie wierzył, że zapewnia) Polsce wątłą, ale w ówczesnych realiach europejskich jedyną szansę na przywrócenie polskiej państwowości. „Nie wiem, czyli spełnię zamysł cesarza – pisał do ambasadora Francji w Wiedniu, wyprowadzając z Krakowa VIII Korpus Wielkiej Armii – ale zachowuję mu garść ludzi całkowicie oddanych, którzy inaczej byliby w ciągu doby zniszczeni bez celu i bez pożytku”. W bitwie narodów pod Lipskiem miał mniej szczęścia niż przed wiekiem pod Połtawą jego sławny dziadek, przyjaciel i opiekun monarchów, Stanisław Poniatowski. Osłaniając odwrót Wielkiej Armii (jak niegdyś Stanisław osłaniał pod Połtawą odwrót Karola XII), Józef Poniatowski, wcześniej kilkukrotnie ranny, utonął w Elsterze w chwili, kiedy próbował wydostać się na drugi brzeg. Historia zatoczyła koło.

Sława Stanisława Poniatowskiego, ojca ostatniego króla Rzeczypospolitej, jego odwaga, przebiegłość i inteligencja wyniosły Poniatowskich na szczyty polskiego społeczeństwa i utrzymały tam przez jedno stulecie. Książę Józef, który godnie i do końca wypełnił swój żołnierski obowiązek, najskuteczniej ze wszystkich członków rodu zapewnił mu trwanie w pamięci następnych pokoleń.

dr Angela Sołtys
Zamek Królewski w Warszawie 

Czytaj więcejPowoduje pokazanie lub ukrycie reszty tekstu