Idea XVIII-wiecznego ogrodu krajobrazowego - 250 lat później

Pod wieloma względami współczesna kultura europejska zawdzięcza swój dzisiejszy kształt wiekowi XVIII. Nie inaczej jest w przypadku sztuki ogrodowej.

To wtedy bowiem wykształcił się wzór ogrodu (parku) swobodnego, stworzony w opozycji do wcześniej dominujących kompozycji regularnych, który odcisnął trwałe piętno zarówno na materii krajobrazów, jak i - jeśli nie przede wszystkim - na sposobie myślenia o ogrodach i krajobrazach. W tamtym stuleciu bowiem nie tylko Europa, jak pisał włoski historyk filozofii i sztuki ogrodowej Rosario Assunto, "okryła się zieloną szatą ogrodów"[1], ale także zrodziła się i rozwinęła teoria sztuki ogrodowej wykraczająca poza wcześniejsze horyzonty, wyznaczone głównie zainteresowaniami praktycznymi.

Osiemnasty wiek to również czas, gdy wykształciła się nowa dziedzina filozofii, estetyka, pojęta jako refleksja nad poznaniem zmysłowym i dostępnym mu pięknem. I choć wiek później estetyka przekształciła się w filozofię sztuki, to w chwili narodzin była zainteresowana pięknem sztuki na równi z pięknem przyrody. Nic zatem dziwnego, że ogrody, łączące w sobie uroki jednej i drugiej, rychło zainteresowały teoretyków. Podobnie jest i dzisiaj, gdy estetyka filozoficzna wykazuje tendencję do sięgania do swych korzeni i rewidowania wyrosłej na niej tradycji, co znajduje wyraz m.in. w fakcie, że na powrót zainteresowała się pięknem - czy też szerzej: wartościami estetycznymi - przyrody w ogóle, a także jej rozmaitych "odmian", m.in. "odmiany ogrodowej" (trzeba zauważyć, że przyczynił się do tego rozwój filozofii środowiskowej, ekofilozofii).

Współczesnego znaczenia ogrodu krajobrazowego - tego XVIII-wiecznego wynalazku - można zatem upatrywać m.in. w znaczeniu, jakie owa idea sprzed 250 lat ma dla współczesnej refleksji filozoficznej, nie tylko estetycznej. Pojawienie się ogrodów o kompozycji swobodnej, nieregularnej, pomyślanych jako opozycja względem ogrodów regularnych, architektonicznych, przyczyniło się bowiem do ukształtowania konceptualnej matrycy, za pomocą której można było odtąd upraszczająco szeregować ogrody, również te powstałe wcześniej. Oto, co - przykładowo - pisze znakomity historyk ogrodów Janusz Bogdanowski:

"Sztuka ogrodowa jest szczególnym rodzajem sztuki, w której stworzona przez wyobraźnię człowieka kompozycja realizuje się kształtami formowanymi przez naturę. W tej jedności, a zarazem sprzeczności tkwi dążenie do nieustannego tworzenia czystego piękna w coraz to nowych postaciach.

Kompozycja w sztuce ogrodowej nieustannie oscyluje między dwoma biegunami. Z jednej strony podąża za tym, co natura sama stworzyła, z drugiej zaś próbuje narzucać jej abstrakcyjne wyobrażenie człowieka. Tak powstają skrajności wyrażające się w kompozycji: swobodnej, geometrycznej, między którymi złotym środkiem jest kompozycja złożona.

Pomiędzy tymi biegunami sztuka ogrodowa faluje, przyznając prymat to jednemu, to drugiemu. Jednak przy najskrajniejszych ujęciach, gdy wątkiem staje się czy to pełna swoboda, czy geometryzacja, choćby drobnym dopełnieniem pozostaje zawsze ta druga strona kompozycji"[2].

Równie istotne było to, że ogród krajobrazowy - jak chcą niektórzy, wymyślony przez literatów i filozofów i jedynie zrealizowany przez projektantów ogrodów - okazał się figurą, toposem wyznaczającym określony sposób pojmowania tego, czym jest ogrodnictwo i jaka jest relacja między człowiekiem a jego otoczeniem (krajobrazem). Mimo że od chwili, gdy ową figurę zaproponowano, minęły ponad dwa stulecia i mimo że poddawano ją niejednokrotnie krytyce, funkcjonuje ona nadal, co sprawia, że bez większej przesady można mówić o długim trwaniu idei ogrodu krajobrazowego. Słowem, idea ogrodu krajobrazowego okazała się nośna zarówno historycznie, jak i teoretycznie. Ogród krajobrazowy trwa zatem współcześnie nie tylko - jak to pokazują przedstawiciele garden studies - w postaci wciąż istniejących miejskich parków zakładanych w wieku XIX, lecz wykorzystujących na rozmaite sposoby kompozycję swobodną, nie tylko we współczesnych realizacjach inspirujących się XVIII-wiecznymi rozwiązaniami czy też w powszechnej, jak się zdaje, wśród zachodniej publiczności predylekcji właśnie do tego rodzaju ogrodów. Trwa bowiem jako pewne wyobrażenie, i to takie, które ma niewiele wspólnego z historyczną rzeczywistością. Nie zmienia to jednak faktu, że owo wyobrażenie jest niezmiernie płodne i prowadzi do interesujących teoretycznych i praktycznych rezultatów.

Ogród krajobrazowy i estetyka

O sile oddziaływania XVIII-wiecznej idei ogrodu krajobrazowego świadczy m.in. fakt, że to właśnie w odniesieniu do niej w refleksji nad ogrodami i ogrodnictwem wyłoniły się wówczas trzy podstawowe zagadnienia, kluczowe również we współczesnych ujęciach teoretycznych. Kwestie te były - i są - następujące: 1) Jaka jest relacja sztuki do przyrody w ogrodzie, tzn. czy człowiek może podporządkowywać sobie przyrodę, a jeśli tak, to w jakim stopniu? 2) W jaki sposób ogrody przekazują sensy i jakiego rodzaju znaczenia mogą przekazywać jako "twory" na poły sztuczne, na poły naturalne? 3) Jak należy traktować ogrody i w związku z tym jak je estetycznie oceniać - czy jako dzieła sztuki, czy raczej jako przyrodę[3]?

Rzecz jasna, powyższe pytania, tyleż dotyczące estetyki, co wkraczające na grunt etyki, można zadać odnośnie do każdego rodzaju ogrodu, niemniej explicite zostały sformułowane w XVIII w. w świetle idei ogrodu krajobrazowego, a w rezultacie istotnie zmieniły - jak wspomniano - charakter literatury na temat ogrodów, która wcześniej tych kwestii zasadniczo nie podnosiła. Nie powinno zatem dziwić, że to właśnie ogród krajobrazowy jawi się współcześnie jako soczewka, przez którą patrzy się na ogrody w ogóle, wskutek czego bardzo często, przynajmniej na gruncie estetyki, bywa traktowany - choć nikt tego nie stwierdza wprost - jako paradygmat ogrodu. Dzieje się tak zwłaszcza wówczas, gdy o ogrodzie, ogrodnictwie i ogrodniku myśli się jako o pewnych figurach. Z tej perspektywy, mimo że wszystkie trzy wyżej wymienione kwestie ściśle się ze sobą łączą, najważniejsza okazuje się ta pierwsza. Tak więc, jeśli w czymś upatrywać źródła najwyraźniejszego oddziaływania idei ogrodu krajobrazowego na współczesną filozofię, to właśnie w udzielonej przez propagatorów owej koncepcji odpowiedzi na pytanie o relacje między sztuką (kulturą) a przyrodą.

Jak wiadomo, zwolennicy nowego stylu ogrodów przeciwstawiali go stylowi ogrodów regularnych, uprawiając rodzaj "agitacji estetycznej"[4], motywowanej rozmaitymi względami, nie tylko estetycznymi. Takie ujęcie - z którym również współcześnie można się spotkać poza kręgiem historyków sztuki - jest upraszczające i nie pozwala dostrzec dwóch faktów: po pierwsze tego, że idea, by ogrodom nadawać, przynajmniej częściowo, charakter swobodny, jest o wiele starsza niż XVIII-wieczne koncepcje, po wtóre – co istotniejsze z punktu widzenia refleksji teoretycznej i na co zwraca uwagę w cytowanych słowach Bogdanowski, że zasadniczo nie sposób wyobrazić sobie, a co dopiero stworzyć, ogrodu, który by nie łączył elementów geometrycznych (sztuki) ze swobodnymi (przyrody). W tym właśnie sensie można stwierdzić, że idea ogrodu krajobrazowego - w którym ponad wszelką wątpliwość za pomocą sztuki wydobywa się obecność przyrody i zarazem czyni się przyrodę przedmiotem namysłu - wraz z wcześniej rozwiniętą ideą kompozycji regularnej tworzy matrycę pojęciową przydatną w rozważaniu takich "filozoficznych" kwestii, jak pytania o to, czym jest ogród, czym się charakteryzuje lub jakich zabiegów wymaga, będących w gruncie rzeczy rozwinięciem trzech zagadnień wskazanych wyżej.

Czym zatem miałby się charakteryzować ogród krajobrazowy, jeśli chodzi o kluczową dla każdego ogrodu relację sztuka - przyroda[5]? Ogród krajobrazowy byłby dziełem sztuki, czyli ludzkim wytworem, który winien być wzorowany na przyrodzie, winien być jej posłuszny zgodnie z XVIII-wieczną maksymą nakazującą ogrodnikowi podążać za genius loci - co w praktyce oznaczało, że w ogrodzie wszelka sztuczność winna być ukryta; ogród powinien więc wyglądać jak naturalny, niezakomponowany celowo krajobraz. Ogród krajobrazowy byłby jednocześnie dziełem, które wykracza poza swoje ramy - mury ogrodu - "rozlewając się" po okolicy, pokrywając z otaczającą przyrodą; różnica miałaby polegać na tym, że w odróżnieniu od krajobrazu wokół ogrodu przyroda w ogrodzie byłaby celowo uporządkowana ze względów estetycznych przez człowieka za pomocą sztuki, ale zarazem nie przestawałaby być sobą, nie traciłaby swego naturalnego charakteru na rzecz sztuczności. Projektowanie i uprawianie ogrodu krajobrazowego polegałyby nie tyle na wytyczaniu miejsca, w którym przyroda leżałaby odłogiem, ile na kultywowaniu przyrody w taki sposób, by ją upiększać, wydobywając z niej i kondensując to, co najdoskonalsze, tak aby użyteczności towarzyszyły walory estetyczne. Ogród krajobrazowy byłby zatem wytworem takiej sztuki, która wzorowałaby się na przyrodzie, ale nie tworzyła jej podobizny, nierzeczywistej, fikcyjnej - jak inne sztuki - lecz wytwarzała ją samą. Przykładowo Immanuel Kant widział w ogrodnictwie rodzaj malarstwa, które tworząc krajobrazy, wykorzystuje samą przyrodę.

Ideę ogrodu krajobrazowego można więc zinterpretować jako wyraz przekonania, że przyroda jest sferą niezależną od człowieka, rządzącą się swoimi prawami, którym człowiek winien być posłuszny, i że zarazem szczególną wartość ma przyroda niepoddana działaniu człowieka albo też harmonijnie przezeń wykorzystywana - i to taką przyrodę należy tworzyć i odtwarzać. Z tej perspektywy ogrody regularne jawiły się oczom XVIII-wiecznych propagatorów stylu swobodnego jako miejsca, w których przyroda staje się niewolnikiem sztuki, ulega "odwróceniu", przekształcając się w sztukę, i w rezultacie powstają "pomniki niby drzewa, drzewa jak pomniki"[6]. Na marginesie można zauważyć, że jeśli powyższy pogląd jest współcześnie rozpowszechniony, to sam ten fakt dowodzi długiego trwania XVIII-wiecznych idei. Choć opinia taka daleka jest od słuszności - dość po raz kolejny przywołać Bogdanowskiego - nie sposób jednak uznać, że jest całkowicie bezpodstawna, a to dlatego, że oba rodzaje kompozycji różnią się od siebie, bo zasadzają się na innym rozumieniu przyrody.

Zdaniem cytowanego na wstępie Assunta nie jest tak, że w ogrodach geometrycznych przyroda zostaje złożona na ołtarzu sztuki, w ogrodach krajobrazowych zaś podlega rehabilitacji. Dla Assunta bowiem wszelki ogród to takie dzieło sztuki, w którym człowiek za pomocą samej przyrody wytwarza na swój użytek jej obraz - ogród to zatem nic innego jak tylko ucieleśnienie w przyrodzie właściwych dla określonej epoki wyobrażeń na jej temat.

Ogrody krajobrazowe odpowiadają więc takiej wizji przyrody, zgodnie z którą jest ona zmienna i dynamiczna, jest obszarem niezależnym od człowieka, dominującym nad nim, jest sferą, której nie sposób sobie podporządkować siłą, co znaczy, że należy być posłusznym. Posłuszeństwo naturze stanowi tutaj wyraz postawy dobrej etycznie. Ogrody krajobrazowe okazują się próbą ujęcia owej dynamicznej i dominującej przyrody w stałą formę zaprojektowaną przez człowieka. Sama forma ogrodu jest stała - utrzymaniu owej stałości służy pielęgnacja - niemniej pozostaje w niej miejsce na niezależne od człowieka procesy naturalne, których walory estetyczne mają być docenione przede wszystkim od strony zmysłowej.

Również ogrody geometryczne, jak pisze Assunto, nieuchronnie podlegają naturalnej zmienności, lecz wyrastają z przekonania, że owa dynamika to wyraz w gruncie rzeczy niezmiennych praw, które ludzki intelekt jest zdolny przeniknąć i które jest w stanie wykorzystywać do własnych celów. Z tej racji w ogrodach regularnych - odmiennie niż w ogrodach nieregularnych - podkreśla się niezmienność w/pomimo zmienności.

W obu rodzajach ogrodów tym, co zostaje ukazane, tzn. stworzone jako obiekt estetycznej kontemplacji, jest przyroda, a właściwie jej określone wyobrażenie. Assunto podkreśla, że ów obraz przyrody zawsze powstaje za pomocą samej przyrody, która działa samodzielnie i niezależnie od człowieka, bez względu na to, jak się ją pojmuje. Jeśli przyjmiemy tę perspektywę, okaże się, że ogród krajobrazowy - tak w XVIII w., jak i współcześnie - wydobywa na plan pierwszy, a przez to pozwala dostrzec, ów materialny aspekt przyrody, tyleż podporządkowany ludzkiej sztuce, co umożliwiający jej zaistnienie i wyznaczający jej granice. Między innymi z tego powodu dla włoskiego filozofa idea ogrodu jest tak istotna - pozwala bowiem uzmysłowić sobie, czyli zdać sprawę, ale zarazem odczuć wszystkimi zmysłami, że człowiek jest częścią przyrody i jako taki jest od niej zależny, a więc nie może jej bezwzględnie eksploatować. Dla Assunta przyroda w ogrodzie może pełnić funkcje użytkowe - tak było zawsze, również w ogrodach krajobrazowych, o czym nierzadko się zapomina - niemniej nigdy nie zostaje sprowadzona wyłącznie do wymiaru utylitarnego, ponieważ jest doświadczana jako wartościowa sama w sobie. Dlatego ogród, bez względu na funkcję czy styl, ucieleśnia zdaniem Assunta rajski topos, który jednakże należy interpretować w kategoriach ekologicznych.

Ogród jako przestrzeń poszerzonej wspólnoty

Nie sposób odmówić pewnej racji poglądowi włoskiego historyka, lecz wydaje się, że we współczesnych podejściach teoretycznych, a także we współczesnym imaginarium do jakkolwiek pojętego ideału ekologii bliżej jest ogrodom swobodnym niż regularnym. Co więcej, można wskazać linię genealogiczną łączącą XVIII-wieczny ogród krajobrazowy z tzw. dzikimi ogrodami (starannie zaprojektowanymi w taki sposób, by rośliny mogły rosnąć naturalnie, "w zgodzie ze sobą") i dalej z coraz popularniejszymi od końca XX w. ogrodami ekologicznymi (zrównoważonymi).

Jeśli wstępnie pominie się praktyczne aspekty ekologicznej uprawy ogrodu (co, rzecz jasna, jest wątpliwym zabiegiem, bo o ekologiczności ogrodu stanowi przede wszystkim to, czy uprawia się go ekologicznie, czy nie), ogród ekologiczny jawi się jako wyraz przekonania, że ideałem nie jest bynajmniej nieingerowanie przez człowieka w przyrodę, pozostawianie jej nietkniętą niczym w rezerwacie, lecz ingerowanie w nią w sposób odpowiedni, tak aby z jednej strony urzeczywistniać własne zamiary, lecz z drugiej - dostrzegać i respektować interesy przyrody, nawet jeżeli, jak nierzadko się dzieje, stoją one w sprzeczności z naszymi interesami[7]. Oto współczesna interpretacja XVIII-wiecznej koncepcji genius loci: należy korzystać z przyrody tak, by jej nie "przymuszać" do działania wbrew niej samej.

Choć - odmiennie, niż to widział Assunto - ogród nie jawi się tutaj jako miejsce harmonijnego współżycia człowieka z przyrodą, przeciwnie, okazuje się przestrzenią nieuchronnego konfliktu, nie zmienia to faktu, że przyrodę trzeba traktować po partnersku, uprawiając z nią dialog. Rzecz jasna, ostatecznie o wszystkim w ogrodzie decyduje człowiek, bo to on definiuje interesy przyrody i to on udziela głosu przyrodzie, niemniej powinien działać w taki sposób, aby - na ile to tylko możliwe - wykraczać poza własny punkt widzenia. Słowem, ogrody ekologiczne jawią się jako miejsca, które wręcz wymuszają - w innym wypadku nie będą ekologiczne - porzucenie antropocentrycznej perspektywy. Przekonanie, że przyroda jest partnerem, z którym można prowadzić dialog, pozwala także postulować, aby o uprawie ogrodu myśleć w kategoriach etycznych, przy czym stawką byłaby tu etyka nieantropocentryczna, zgodnie z którą można sensownie zakładać, że człowiek ma pewne zobowiązania wobec przyrody, ta zaś ma swoje prawa i należy ich przestrzegać. Oznacza to z kolei, że nie rezygnując z korzystania z uroków i dóbr przyrody, nie traktuje się jej wyłącznie jako źródła surowców naturalnych i nie dostrzega się w niej wyłącznie wartości utylitarnych. Stąd ogrody ekologiczne - i ich protoplasta, ogród krajobrazowy - bywają przedstawiane jako realizacja przymierza z przyrodą, wskutek którego człowiek pracuje ramię w ramię z nią.

Jeśli jednak nie chcemy popadać w utopijne, romantyczne myślenie, musimy pamiętać, że ta współpraca nie wytwarza żadnej harmonii, ale raczej polega na zarządzaniu konfliktem. Napięcia, które przenikają ogrody - rzecz jasna, także ogrody ekologiczne - wynikają przede wszystkim z konfliktu interesów rozmaitych bytów-innych-niż-ludzkie, a uprawianie ogrodu nieuchronnie pociąga za sobą działania na korzyść jednych i ze szkodą dla innych. Najlepszym zapewne tego przykładem jest czynność postrzegana jako kwintesencja ogrodnictwa, mianowicie usuwanie chwastów. Żadna roślina nie jest chwastem ze swej natury, staje się nim na mocy werdyktu ogrodnika, który uznając ją za chwast, w gruncie rzeczy dekretuje, że jest szkodliwa, wyłącznie ze względu na jego zamiary. W rezultacie usuwanie chwastów stanowi najdobitniejszy wyraz tego, że uprawa ogrodu jest sprawowaniem władzy nad przyrodą. Usuwając chwasty, ogrodnik działa jednak z pożytkiem dla innych roślin, którym owe chwasty mogły zabierać miejsce, światło czy wodę. Ogrodnik realizuje zatem nie tylko swoje interesy, ale także interesy roślin, które pozostawia w ogrodzie. Ogrodnictwo okazuje się działaniem ustanawiającym wspólnotę - złożoną z ludzi oraz bytów-innych-niż-ludzkie. I choć za jej ustanowienie odpowiada człowiek i w tym sensie można uznać ją za sztuczną, to zarazem właśnie przez to, że jest zbudowana na respekcie dla przyrody i polega na przeorganizowaniu przyrody, a w zasadzie - na przesunięciu człowieka z pozycji dominującej na pozycję uczestnika, i to tylko jednego z wielu, jest zarazem naturalna, równie rzeczywista jak każdy inny ekosystem. Nie chodzi tutaj o to, by tworzyć iluzję naturalności, skrywając ingerencję człowieka, ale raczej o to, by na poziomie tak teoretycznym, jak i praktycznym wykroczyć poza dychotomię sztuka (kultura) - natura. Idea ogrodu ekologicznego jawi się zatem jako idea, która ma swój początek w XVIII-wiecznej idei ogrodu krajobrazowego, ale wykracza poza nią, dostrzegając ograniczenia tamtej wyrastające z przekonań, które z dzisiejszej perspektywy wydają się wyrazem swoistej ekologicznej fałszywej świadomości.

Dla XVIII-wiecznej idei ogrodu krajobrazowego kluczowa była jednak nie tylko idea genius loci, ale także fakt, że - jak pisano o Williamie Kencie, należącym do najwybitniejszych projektantów ogrodów angielskich - człowiekowi udało się przesadzić mur ogrodu i dostrzec, iż cała przyroda jest jednym wielkim ogrodem, co było nawiązaniem do postulatu, by w taki sposób projektować ogrody, aby przynajmniej wizualnie krajobraz wokół stanowił ich przedłużenie. Również współcześnie koncepcja ta odgrywa istotną rolę, choć jej sens jest inny niż pierwotnie.

I tak, w utopijnym duchu, Assunto wzywa do traktowania całego świata niczym ogrodu. Bogdanowski pisze z kolei o przejściu od idei parku krajobrazowego do idei krajobrazu parkowego. Ogrodem planetarnym zajmuje się też przykładowo Gilles Clément, współczesny architekt krajobrazu i teoretyk. W obu wypadkach metafora świata jako ogrodu jest o wiele bardziej złożona, aniżeli mogłoby to wynikać z rajskiego toposu. Nie chodzi tu bowiem o bogactwo, piękno i harmonię między człowiekiem a resztą przyrody, ale o odpowiedzialność za środowisko naturalne, które podobnie jak przyroda w ogrodzie jest ograniczone, choć w innej skali. Jeśli świat ma być ogrodem, to człowiek ma być ogrodnikiem - ma urządzać go i zarządzać nim tak, by nadmiernie go nie eksploatować, widząc w nim jedynie zasób surowców naturalnych, czyli obszar, do którego zasadniczo jako człowiek nie należy, ponieważ zamieszkuje sferę społeczną, a nie królestwo natury.

Nie chodzi tu zarazem o to, by troszczyć się o przyrodę z myślą o przyszłych pokoleniach, które także chciałyby z niej korzystać, ale o to, by otaczać ją opieką dla niej samej, widząc w niej dobro o wartości wewnętrznej. Ogród ekologiczny jawi się więc jako figura kultury natury, figura - jak to było już wspomniane - sugerująca możliwość zatarcia tradycyjnego rozgraniczenia między kulturą a naturą, w dużej mierze odpowiedzialnego za kryzys ekologiczny.

Ekologiczna interpretacja figury ogrodu, zwłaszcza ogrodu krajobrazowego, znajduje swój wyraz również w rozstrzygnięciach związanych z dwoma pozostałymi pytaniami wskazanymi wyżej. Każe bowiem widzieć w przyrodzie współtwórcę ogrodu, a nie medium, które choć jest ożywione i rządzi się swoimi prawami, w ostatecznym rozrachunku służy jedynie przekazywaniu treści zaprojektowanych przez człowieka[8]. Przyroda okazuje się zatem sprawcza bez względu na to, czy dostosowuje się do intencji człowieka i je wspiera, czy też - przeciwnie - staje im na przeszkodzie lub je niweczy. Z tej perspektywy, jeśli mamy rozpatrywać znaczenia, jakie niosą ze sobą ogrody, winniśmy uwzględniać także czynnik naturalny, to bowiem w dużej mierze przyroda jest odpowiedzialna za występowanie w ogrodach elementu równie istotnego jak program ikonograficzny, kompozycja itd. Owym elementem jest atmosfera, nastrój. I te kategorie, współcześnie szeroko dyskutowane, do refleksji na temat ogrodów wniósł wiek XVIII wraz z ideą ogrodu swobodnego, w którym większy nacisk kładziono na zmysłowość aniżeli na intelektualne treści.

Konsekwencją docenienia udziału przyrody w ogrodach nie jako materii roślinnej, ale jako współtwórcy, jest m.in. rozpatrywanie ogrodów w kategoriach przyrodniczych - jako szczególnych ekosystemów, które co prawda zostały stworzone przez człowieka, ale są na swój sposób naturalne, wskutek czego ich walory nie ograniczają się do walorów artystycznych. Dziś nie trzeba chyba już nikogo przekonywać, że ogrody zabytkowe stanowią cenne obszary, w których np. "dzika" miejska przyroda - nie tylko rośliny, ale też zwierzęta - może znaleźć schronienie. Oznacza to, że ogrodów nie należy rozpatrywać jedynie w kategoriach dzieł sztuki, a zarządzanie nimi (w tym praktyki konserwatorskie) musi uwzględniać także ich czysto przyrodnicze wartości. Rzecz jasna, nieuchronnie prowadzi to do kolejnych konfliktów, w których racje sztuki i racje przyrody się ze sobą ścierają i czasem wygrywają jedne, czasem drugie.

Zobaczenie w ogrodach ekosystemów jest jednak równoznaczne nie tylko z dostrzeżeniem, ale przede wszystkim z docenieniem - tak jak miało to miejsce 250 lat temu - dynamicznego, procesualnego charakteru przyrody w jej "ogrodowej odmianie". W rezultacie kultywacja ogrodu (sztuka) staje się nieuniknioną ingerencją polegającą na zapewnieniu mu trwania jako właśnie ekosystemu.

Na początkowych stronach swej głośnej książki Wielki łańcuch bytu Arthur O. Lovejoy stwierdza, że "zmiana gustu w ogrodnictwie miała być początkiem (…) zapowiedzią i jedną z wielu przyczyn zmiany gustu we wszystkich sztukach, a faktycznie zmiany gustu w postrzeganiu wszechświata. W jednym z jego aspektów owo wielostronne zjawisko zwane Romantyzmem można całkiem trafnie opisać jako przekonanie, że świat to englischer Garten na wielką skalę. Bóg XVII wieku, tak i ówcześni ogrodnicy, zawsze posługiwał się geometrią; we wszechświecie Boga Romantyzmu wszystko rosło dzikie, nieprzystrzyżone w całym bogactwie naturalnych kształtów"[9].

Dzisiaj z romantyzmu pozostało już niewiele. Nikt nie uważa, że świat to jeden wielki ogród angielski, nikt też chyba nie żywi złudzeń co do tego, że ogród i ogrodnictwo są znacznie bardziej problematyczne, niż się wydawało XVIII-wiecznym entuzjastom ogrodów krajobrazowych. Nie zmienia to faktu, że idea, by kultywować to, co "dzikie, nieprzystrzyżone w całym bogactwie naturalnych kształtów", się nie zestarzała, być może nawet jest dziś żywsza niż kiedykolwiek wcześniej.

Jeżeli chce się zapobiec pogłębianiu kryzysu ekologicznego, trzeba postępować w duchu krajobrazowym, lecz takiemu działaniu musi towarzyszyć świadomość, że choć podział na to, co sztuczne, i to, co naturalne, jest umowny - istnieje poza człowiekiem sfera, którą chętnie nazywamy przyrodą i od której jesteśmy zależni. Realizując swoje interesy, człowiek musi zatem respektować również jej interesy, nawet jeśli sam owe interesy definiuje i reprezentuje.

Taki oto sens można dziś nadać Wolterowskiemu wezwaniu, by uprawiać własny ogródek. Ten nasz ogródek jednak - jak pouczają nas z kolei XVIII-wieczni teoretycy, zwolennicy idei ogrodu krajobrazowego - obejmuje cały świat.

Mateusz Salwa, Instytut Filozofii UW


[1] R. Assunto, Natura estetycznie zdialektyzowana (i romantyczne teorie ogrodnictwa), w: tegoż, Filozofia ogrodu, wybór, przekład i oprac. M. Salwa, Officyna, Łódź 2015, s. 114.

[2] J. Bogdanowski, Polskie ogrody ozdobne. Problemy rewaloryzacji, Arkady, Warszawa 2000, s. 19.

[3] M. Salwa, Estetyka ogrodu: między sztuką a ekologią, Przypis, Łódź 2016, s. 24–25.

[4] D. Lichaczow, Poezja ogrodów. O semantyce stylów parkowo-ogrodowych, przeł. K.N. Sakowicz, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław etc. 1991, s. 149.

[5] Dla porządku należy zaznaczyć, że - biorąc nawet pod uwagę niejasność pojęć "sztuczny" i "naturalny" - można wskazać realizacje zwane ogrodami, które są w pełni sztuczne (wykonane z betonu, plastiku itd.), np. Giacomo Balli Il giardino futurista (1913-1930), Jeana Dubuffeta Jardin d’hiver (1969–1970) czy Marthy Schwartz The Splice Garden (1986). Otwarte pozostaje pytanie czy - w świetle koncepcji tutaj omawianej - nie są one ogrodami tylko z nazwy.

[6] J.M. Rymkiewicz, Myśli różne o ogrodach, Sic!, Warszawa 2010, s. 44.

[7] M. Salwa, Estetyka ogrodu, dz. cyt., s. 187-258.

[8] Tamże, s. 137-186.

[9] A.O. Lovejoy, Wielki łańcuch bytu: studium z dziejów idei, przeł. A. Przybysławski, słowo/obraz terytoria, Gdańsk 2009, s. 20.